(Wczoraj, 18:39)Andrzej Ordyński napisał(a): Od podziału minęły dopiero trzy lata. Kto znalazł się w Starobrodrii, Ordzie lub Nan Di, ten wiedzie umiarkowanie szczęśliwe życie. Brodryjczycy mieszkający Estii, Dracji i obszarów pod kontrolą FN musieli odnaleźć się w obcych państwach, ale też jakoś żyją. Najgorzej jest w ZKRR.
Największą ironią losu jest fakt, że Brodria w swojej historii miała kilka stolic i każda z nich jest dzisiaj w innym państwie.
Sankt Michaiłow - w Imperium Nandyjskim
Broskwa - w ZKRR
Iwanogród - w Eestii
Iżniewsk - w Dracji
Jeżeli chodzi o sytuację Brodryjczyków w ZKRR, to potwierdzam, że władze migracyjne Nan Di mają sporo roboty.
Podejmowane są próby przekraczania granicy od strony ZKRR - najczęściej w rejonie Dașark, Lihe i Chiłkowa, ale zdarzają się też śmiałkowie, którzy próbują przeniknąć do Imperium przez bałmucką tajgę lub północne partie Wężowych Gór. Jedni decydują się na taki krok, by dołączyć do bliskich, którzy zostali w Imperium, a inni po prostu szukają lepszego życia.
Rosnącym zjawiskiem jest także nielegalne pozostawanie w Imperium obywateli ZKRR, którzy wjechali tu na wizach czasowych, np. turystycznej, biznesowej lub sezonowej pracowniczej.
Nasza reakcja na te zjawiska jest umiarkowana i wyważona. Z jednej strony, nie wyznajemy zasady "refugees welcome" i nie wpuszczamy każdego jak leci. Z drugiej strony, na razie masowych deportacji też nie ma. Staramy się odsiewać jednostki patologiczne, darmozjadów i potencjalnych szpiegów, a tych, którzy mogą się nam przydać, angażujemy np. do budowy Aleksanark Romanāvkud. Nad takimi warunkowo akceptowanymi "nielegalsami" wisi jednak miecz Damoklesa, ponieważ dobrze wiedzą, że w razie małego nawet przewinienia, władze nandyjskie nie będą się z nimi cackać i czeka ich powrót do ZKRR.
***
Przy jednym ze stolików w "Tumanie" siedziało dwoje mężczyzn: brodacz w średnim wieku i dwudziestoparoletni chłopak. Obaj byli ubrani w robocze ciuchy. Na ich stoliku stały dwa kufle czegoś, co wyglądało jak ciemne piwo. To nie było jednak piwo, a brodryjski kwas chlebowy.
- To co, po piwku, Wania? - zapytał brodacz swojego kompana
- Nie ma mowy, Żenia. Przecież jutro mamy na dziesiątą do roboty. - odpowiedział młody
- Chłopie, przecież przez tych paręnaście godzin, to piwo ci bez problemu zejdzie.
- Nie chcę skończyć jak Witalik i być deportowanym za przyjście pod wpływem do pracy.
- Witalik się naje... znaczy, opił się trzema setami, to zupełnie inna skala.
- Jak ktoś ma prawdziwego pecha, to sobie palca złamie przy podcieraniu dupy. Ja tam wolę nie wracać do Krasnodarskiej Gory dzielić komunałkę z trzema menelami...